?

Log in

No account? Create an account

Chipsy z nori

Wreszcie wiem, co zrobić z tymi wszystkimi wodorostami, które pozostały po Civil War, bo już się nie spotykamy na wiosenne sushi i ramen:

http://www.maangchi.com/recipe/gim-gui

Wyszły absolutnie cudowne.

Tags:

Sernikion

Stworzony przy pomocy Enigmy Kombinacji po tym, jak spodobał mi się pomysł z jednego przepisu, substraty z drugiego a proporcje trzeciego.^^

Wymaga

- 200 g korzennych herbatników, ale myślę, że normalne też będą ok

- kilogramowego wiaderka sera

- 100 g masła i 100g margaryny, albo 200g jednego z nich

- 5 jajek

- cytryny

- 2 łyżeczek cukru waniliowego

- 4 łyżek mąki ziemniaczanej

- niepełnej szklanki cukru (wyszedł cholernie słodki, więc myślę, że następnym razem tu obetniemy)

- 0 rodzynków i innych bakali

Masło i margarynę roztopić i ostudzić. Herbatniki zmielić, dolać połowę tłuszczu, wymieszać, wykleić samo dno formy tortowej - użyłam silikonowej, metalową trzebaby wyłożyć papierem do pieczenia - włożyć do lodówki.

Piecyk rozgrzać do 180 stopni, góra-dół, bez termoobiegu.

Cytrynę sparzyć, skórkę zetrzeć, wycisnąć sok. Sok i skórkę, mąkę, cukier i cukier waniliowy, jajka i resztę tłuszczu zmiksować razem, wmieszać stopniowo ser, nie mieszać długo. NIE dodawać żadnych bakalii.

Masę wyłożyć do tortownicy, włożyć na środkową półkę piekarnika. Piec 40 minut, wyłączyć piekarnik, odczekać piętnaście minut, uchylić lekko drzwiczki, odczekać piętnaście minut, wyciągnąć sernik i odłożyć na parę godzin, aż stężeje. Trzyma się wilgotny i smaczny przez przynajmniej trzy dni.

Tags:

Obywatel roku II

No więc poszliśmy wczoraj film o rodzicach Deadpoola (no weźcie, jak ta para szybkostrzelnych psychopatów nazywała się Martha i Francis to Wade był najnormalniejszym dzieckiem, jakie mogło im się przydarzyć) i jak zwykle się mniej więcej zgadzamy w opinii o filmach tak tu jesteśmy podzieleni. Widzicie, film się składa z plus minus dwóch warstw - historii bohaterki, która po rozstaniu ze swoim partnerem wariuje totalnie, zatruwa życie koleżankom i rzuca się w związek ze spotkanym przygodnie takim samym szaleńcem jak ona i wątek ludzi, którzy tegoż szaleńca próbują znaleźć i wykorzystać do celów różnych (żeby nie być samotnymi/żeby zabić brata tak, żeby rodzice nie zauważyli/żeby zarobić trochę grosza). I to by było całkiem fajne, tu trochę zwyczajnego życia i romansu, tu komediowo-dramatyczny wątek mafijny jak z Obywatela roku, tylko że ten wątek romantyczny jest strasznie męczący: bohaterowie łażą po kolejnych lokacjach (pięknych lokacjach, mam wrażenie, że dział promocji Nowego Orleanu mógł się dokładać) i gadaja, gadają, gadają i gadaja i wcale a wcale nie są przy tym uroczy czy zabawni, widz się czuje trochę jak ta koleżanka głównej bohaterki, której się władowano do domu, władowano do pracy, potraktowano jak ścianę płaczu, zamknięto w szafie i zapomniano. Wątek mafijny rozwija się dopiero w drugiej połowie i wtedy robi się szybciej i śmieszniej i nawet trochę żal, że wątku romantycznego nie obcięto i nie rozwinięto postaci gangsterów, bo te kawałeczki które nam pokazano wyglądają bardzo sympatycznie.
Mam takie uporczywe wrażenie, że to jest ekranizacja czegoś: albo komiksu albo paranormalnego romansu (leci tymi wszystkimi schematami jak to nowy chłopak, niezrozumiany samotny wilk nie tylko daje bohaterce miłość i nowe fajniejsze życie ale i wyzwala jej wewnętrzne moce, tak, że i ona zaczyna kopać tyłki), ale główne postacie były na tyle odpychające a film mnie na tyle zmęczył, że nawet mi się nie chce sprawdzać. Może zrobi to Mako, który uważa, że mimo wszystko dla sympatycznej mafii i niesympatycznego ale bardzo przyjemnego w oglądaniu byłego partnera Francisa warto pierwszą część filmu przemęczyć.

także: jak się okazuje, istnieje ilość nawiązać popkulturalnych tak duża, że robią się nieśmieszne.

Tags:

Polcon

Nie było mnie w domu, bo polowałam i nawet udało mi się coś ustrzelić.

Nie był bardzo smaczny.

Tags:

Legion Troskliwych Misiów

Ok, płytki nabyte, można się zacząć wyzłośliwiać.

No więc poszliśmy na film o DC-owskiej odpowiedzi na Avengersów: grupce wyjątkowo uzdolnionych osób, które na zlecenie rządu podejmują się misji, przy których inni wysiadaja - gdzie jednak Avengersi byli kłótliwi, niechętni i złośliwi jedni dla drugich, tam nasi bohaterowie okazują się jak jeden mąż osobami wrażliwymi, kochającymi, pragnącymi jedynie zabezpieczenia finansowego i spokojnego życia z dziećmi i rodziną, docierają się więc momentalnie (poza jednym gościem, ale jego nawet porządnie nie przedstawili, więc było pewne, że odpadnie), ochoczo i altruistycznie rzucają się sobie na pomoc, bohatersko oddają życie za sprawę, wyznaja sobie wszystkie swoje zmartwienia i nawet nazywają się nawzajem swoją nową rodziną. Moce też mają absolutnie słodkie: jeden tworzy śliczne animacje, inny rekordowo szybko czyta, panienka po kąpieli w kwasie straciła wadę wzroku a zaczęła oddychać pod wodą, kolejny ma nieograniczone kieszenie i robi za drużynowego zbieracza, mamy też gościa o nieograniczonej pewności siebie i kobietę-żywy stereotyp. Nic dziwnego, że nasze słodkie misiaczki trzymane są w najtajniejszej skrytce rządu i na misje puszczane pod ciężką obstawą żołnierzy, którzy przy każdej scenie akcji rzucają się pod ogień podczas gdy nasi bohaterowie stoją niepewnie z tyłu i nie bardzo wiedzą, co robić... Nawet przełożeni wiedzą, że Legion jest całkowicie niegroźny i choć teoretycznie zainstalowali im w ciałach bomby - przy niesubordynacjach machają tylko detonatorem i grożą palcem, bo kto by mógł zrobić krzywdę takim słodziakom?

Czy film jest zły? Jest fatalny.Pierwsza godziną należałoby zwyczajnie wyciąć, bo wypełniają ją kolejne ekspozycje tych samych postaci, najpierw na użytek widzów, potem na użytek żołnierzy, potem na użytek urzędników, potem znowu żołnierzy... Jedyne co widz by stracił, to wiedza że bohaterowie są źli i groźni, bo to jest tez parę razy powtórzone, a zupełnie tego nie widać.
Leżą dialogi - na ogół nic z nich nie wynika, rzadko oddają charakter postaci a raz czy dwa tylko dynamiczna muzyczka wskazuje, że dany tekst miał być zabawny.
Leżą sceny akcji - są ze dwie czy trzy, mało w nich widać, przeciwnikami są zwykli moogsi i zupełnie nie porywają (przez większość filmu bohaterowie snują się tylko smutno za swoim oddziałem. W sumie to chyba najdłuższy film polegający na naprzemiennym łażeniu, szwędaniu się, spacerowaniu i chodzeniu od czasu rozszerzonej wersji Władny Pierścieni).
Leży logika zachowania postaci - bohaterowie wdają się w sprzeczki zupełnie bez powodu, potem nagle przestają, mają okazję zabić irytującego strażnika i nie robią tego, oddalaja się od grupy i bez wyjaśnienia wracają, idą na akcję, a nikt im nie wyjaśnia, gdzie mają iść i co robić (nie na poziomie "o co w tym wszystkim chodzi" tylko nawet na poziomie "idziemy przed siebie, macie osłaniać grupę"), maja robić za oddział do brudnej roboty, a regularni żołnierze w sumie wszystko robią za nich - mam wrażenie, że byłoby szybciej i taniej puścić same wojsko...
Leży Joker - raz, ze irytujący, dwa, że do akcji nie wnosi totalnie nic, jest chyba tylko po to, żeby wystąpić w trailerze i żeby ludzie wiedzieli, kim jest ten sympatyczny facet w garniturze z fantazji Quinn.
Leży ogólny zamysł filmu - jak reklamujemy zabawny, kolorowy film o gromadce psychopatów to wypadałoby dać takiż a nie dziejacy się prawie w całości smutny, nudnawy film o gromadce sympatycznych gości, których nie rozumie społeczeństwo. To jest świństwo na poziomie puszczenia trzeciego Spidermana pod tytułem Deadpool.

Czy było coś fajnego? Wiedźma była bardzo fajnie zaprojektowana. I Quinn. I tyle.

W sumie nie wiem, czy mam po tym dość odwagi, żeby iść na ten film o córce Zeusa randkującej z synem Thora...

Tags:

MTMTE 55

Ogólnie wychodzi na to, że Megatron to jest taki klasyczny śląski dziadek: pracował na kopalni, na wojnie był nie po tej stronie, wszystko go boli, marudny, rozczarowany młodzieżą, bardzo przywiązany do swojego zwierzyńca, posiadajacy poręczny składzik w którym w końcu ląduje "na zaś" każda rzecz nie przytwierdzona do podłoża i zdolny z pomocą zgromadzonych tam wichajstrów zmajstrować absolutnie wszystko.
Nawet wielkiego, fioletowego gryfa.

‪#‎mechzkrykom‬

Wóciliśmy właśnie z "Free Franklin"

albo "Star Trek: The Very Very Very Bad Hair Day" w którym kapitan Kirk wygrał od Bonesa podczas oficerskiego wieczoru pokerowego bardzo nietwarzową grzywkę i związany z nią wieczny angst i lęk przestrzeni...
Komu poleciłabym ten film? Wszystkim, którzy narzekali na lens flares w poprzednich, żeby zobaczyli, jak wyglądają próby zrozumienia co się dzieje, jak ich nie ma i panuje półmrok. Także tym, którzy narzekali, że dwa poprzednie były przeładowane akcją - w porównaniu z tym zaczynają wyglądać na bardzo statyczne filozoficzne SF.^^
Nie, serio. Wygląda to trochę tak, jakby Kirk się dowiedział, że inni kapitanowie w innych seriach pokonują czasem kosmiczne pąkle i kleszcze siłą czystej charyzmy i postanowił, że żywy nie odda podium. Czegóż on nie wyczynia: werbuje do załogi żaby i wiedźminów, udaje Kapitana Amerykę, skacze, lata, sprawia, że każdy Ziemianin będzie przeszukiwany na każdej granicy pod kątem przemytu muzyki klasycznej... W następnym filmie spodziewam się zobaczyć ścigającą go Ziemię...
Ogólnie film lekki, wesoły, przygodowy i bezmyślny (gdyby był "myślny", to w pewnym momencie wystarczyłoby wysłanie gdzie trzeba wiadomości: "Leci na was flota na podświetlnej, możecie mieć kłopoty za jakieś 160,2 pokolenia") z przyjemną muzyką i starymi, lubianymi bohaterami. Morałów ma kilka:
- jesteś tym, co jesz
- Gwiezdna Flota ma gdzieś plik z instrukcją do składania Enterprise i jak Kirk leci na akcję to nawet już nie czekają, tylko zaczynają budować kolejny
- strzeż się Vulcan nawet gdy przynoszą dary (poważnie, spodziewałam się, że Kirk i Bones dostaną na zakończenie jakieś drobiazgi. Ale Spocka albo nie stać, albo naprawdę nie ma poczucia humoru).

A poza tym bawiłam się nieźle. SPOJLER: scena w której Kirk wyznaje, że zupełnie sobie bez Spocka nie daje rady, a Spock ma minę: "There goes my 10.000 Vulcan babies" wystarczyła, żeby nadrobić każdą scenariuszową głupotkę KONIEC SPOJLERA.

Tags:

https://www.youtube.com/watch?v=OLo8mWubeZA

Nie, serio. Za bardzo się przywiązałam do słodkiego głosu Bluma, co dzień budzącego mnie do pracy.

Więc poszliśmy na Ghostbusterki i zgodnie z oczekiwaniami zasługują na mocne 0,6, jeśli zrobimy skalę od zera przy Pixelach do jedynki przy Hot Fuzz. Jedyna uwaga jaką mam to taka, że ten film był ewidentnie dłuższy a potem ktoś do niego siadł z nożyczkami i to w paru miejscach widać - ale poza tym humor bardzo przyjemny i wcale nie toaletowy (no, może w jednej scenie... co takiego działo się w tym barze, że drzwi w kibelku potrzebują dwóch zamknięć?), postacie bardzo przyjemne, ekipa z tła takoż, historia się trzyma kupy, dużo mrugnięć oka dla miłośników oryginału, ale nie bardzo nachalnych - tak się remake robi, panie Bay.
Tylko co właściwie jest nie tak z Nowym Jorkiem, że wszyscy od razu chcą go traktować atomówkami?
Ogólnie to ekipa jest tak przyjemna, że oglądałabym serial z duchem odcinka i codziennym życiem tytułowej firmy.

Oczywiście można to wszystko zwalić na seksownych blond aktorów występujących w filmie i muszę przyznać, Holtzmann podnosi mu ocenę o przynajmniej dwie gwiazdki, taka jest zajebista. Jeśli Bay w końcu odda transformery, proszę, niech ktoś ją zatrudni do roli Brainstorma. Aktorka już grała mamę jednego robota, ma doświadczenie.

Ach, nie wychodzić przed napisami. Twórców powinni przełożyć przez kolano za to, że scena tańca wylądowała dopiero tam.

Tags:

Victor Frankenstein

Victor Frankenstein tak zabawny jak sugerowali znajomi - jakby sobie jakaś młoda dama walnęła fanfik o tym jak dziadek profesora Xaviera obiecuje dziadkowi Malfoyów stworzenie dla nich tajmlorda, asystuje mu dziadek Pottera a ściga wspólny dziadek Holmesa i Moriatry'ego. Ale tak totalnie, łącznie z tym jak poniżony, gnębiony za swoje talenty bohater zostaje doceniony przez pięknego księcia, wyniesiony z nizin społecznych, przechodzi metamorfozę, dostaje ładne ciuchy i, obowiązkowa rzecz, trafia do przybytku z ciepłą, bieżącą wodą. Ale mi się podobało. Odświeżające zobaczyć coś, czego zakończenia człowiek nie jest pewien jeszcze w 5/6 filmu. Do pełni szczęścia brakowało tylko zakończenia z mocnym twistem i tego, żeby dziadek Moriarty nie był policjantem tylko inspektorem BHP, doprowadzonym do szaleństwa stylem i warunkami pracy Frankensteina.
SPOJLER
Nie, serio. Potwór wykańcza może jedną dwudziestą tego co zwyczajne wypadki przy pracy. Powinni to puszczać ludziom w ramach szkolenia przed wpuszczaniem do laboratorium. Jestem prawie pewna, że pierwszy Igor zabił się na jakiejś przegapionej kałuży tłuszczu.

Tags: